Nowy rok rozpoczął się niestety nerwowo. Trzeciego stycznia miałam rezonans, na którego wynik byłam o dziwo pozytywnie nastawiona i nie stresowałam się jak zazwyczaj. Antydepresanty chyba coś tam jednak działają. Niestety po dwóch tygodniach zadzwoniła do mnie Pani Doktor z DCO z informacją, że w żyle szyjnej po lewej stronie mam najprawdopodobniej skrzep i muszę przyjechać po skierowanie na oddział chirurgii naczyniowej. Szczerze? Po odebraniu telefonu i usłyszeniu, że to Pani Doktor, zakręciło mi się w głowie tak bardzo, że musiałam usiąść bo straciłam równowagę. Bardzo się wystraszyłam, myśląc o najgorszym. Na szczęście w nosogardle i migdałkach jest czysto.
Jednak temat tego skrzepu jest też dość poważny. Jestem w trakcie diagnostyki "na własną rękę". Mimo wystawionego skierowania na CITO nie dostałam się na oddział żadnego z trzech szpitali, z którymi się kontaktowałam. W dwóch nie przyjmują na oddział na diagnostykę, tylko od razu na zabiegi, a w trzecim nie zajmują się zakrzepami. W następny piątek jadę jeszcze do kolejnego, tam trzeba być osobiście na wizycie u lekarza, który kwalifikuje do przyjęcia. Może się uda.
W międzyczasie oczywiście zrobiłam USG Dopplerowskie i to dwa razy. Podczas pierwszego radiolog stwierdził, że w żyle przepływu są prawidłowe i nie wygląda to na skrzep, tylko zwłóknienie w żyle.
Kolejne zrobił mi chirurg naczyniowy, u którego byłam na wizycie. Stwierdził to samo, co poprzedni lekarz - nie wygląda to na skrzep, ale warto było by zrobić tomograf.
Ja zawsze wolę sprawdzić wszystko kilka razy i jutro idę na Angio - TK szyi. Zobaczymy co tam wyjdzie.
Trzymajcie kciuki, żeby tomograf, tak jak USG pokazał, że to jednak tylko zwłóknienie...