sobota, 15 lipca 2017

Cześć i czołem!

Od środy jestem w domu. Oczywiście na sam koniec pobytu w szpitalu musiałam wywinąć numer...Poszłam do Pani Doktor po wypis, nagle zasłabłam i zaczęłam wymiotować. Pielęgniarka zawiozła mnie na wózku do sali, dostałam zastrzyk przeciwwymiotny i musiałam trochę poleżeć. Rozważane było cofnięcie wypisu i zostawienie mnie jeszcze na kilka dni, ale poczułam się lepiej.
Być może to była reakcja na zastrzyki, które mają za zadanie podwyższyć poziom leukocytów. Tamtego dnia dostałam pierwszą dawkę, i jakoś niewyraźnie po nim  się czułam. W domu też je biorę, został jeszcze jeden. Przeczytałam jakie mogą być po nich skutki uboczne, i mam wiele z nich. Osłabienie, bóle brzucha, nudności, brak apetytu.

Moje żyły są tak wyniszczone, że założenie wenflonu to był nie lada wyczyn. Panie pielęgniarki były zestresowane, gdy miały mnie kłuć. A ja na widok igły prawie mdlałam. Ręce mam całe posiniaczone.
Staram się dużo jeść, ale ten paskudny metaliczny posmak jeszcze się utrzymuje. Znowu kilka kilogramów poleciało w dół, ale nie ma co się dziwić. W czasie chemii nie jadłam praktycznie nic. Nutridrinki są całkowicie nie do zaakceptowania, bo sam zapach powoduje u mnie nudności. W szpitalu dostałam próbki specyfiku Nutramil. Jest to proszek do rozpuszczania w jedzeniu i piciu. Dodaję to do mleka i jem z płatkami na śniadanie. Muszę jakoś dostarczyć witamin i mikroelementów temu mojemu biednemu, wyniszczonemu organizmowi.

Po pierwszym cyklu chemii szybciej doszłam do siebie, teraz odczuwam duże zmęczenie i szczerze mówiąc bardzo mnie to irytuje. Za dużo od siebie wymagam, chciałabym żeby było od razu super. A tak się niestety nie da.

Plan na najbliższe tygodnie wygląda następująco:
- 25.07 rezonans,
- 03.08 PET,
- 04.08 wizyta w Gliwicach.

O tym, jak bardzo się stresuję tymi badaniami nie będę się rozpisywać.... Chyba każdy się domyśla. Jestem kłębkiem nerwów, stres i strach opanował moje życie. Czy kiedyś jeszcze będzie normalnie?


wtorek, 11 lipca 2017

Koniec.

Skończyłam drugi cykl. Było bardzo ciężko. Wyglądam fatalnie, i tak samo się czuję. Nie mam sił nawet się podnieść z łóżka. Ciągnie mnie na wymioty i mi niedobrze. Jutro chyba idę do domu. Wymęczyło mnie porządnie.

czwartek, 6 lipca 2017

W końcu wyniki skoczyły w górę i zaczynam drugi cykl. Jestem już "na smyczy", leci cisplatyna. Skończy się około 23:30. Później fluororacyl i tak przez 5 dni. Dziś jem wszystko na co mam zachciankę, bo wiem że po chemii nie będę miała wcale apetytu. Był problem z wenflonem, pękają mi żyły.
Oby przetrwać ten cykl, oby mnie nie sponiewierało tak jak ostatnio.
Zaciskamy kciuki:)!

poniedziałek, 3 lipca 2017

Pojechałam dziś planowo na oddział z nadzieją, że dostanę w końcu tą chemię i będę mieć to z głowy. Niestety neutrofile znów za niskie. Mam przyjechać  w czwartek. Jestem zdenerwowana, wszystko się opóźnia. Wiem, to dla mojego dobra- podanie chemii przy takich wynikach jest niebezpieczne. Tylko ja tak nie lubię jak krzyżują mi się plany. Według planu dziś powinnam być już po drugim cyklu chemii, a 11 lipca jechać do Gliwic na konsylium. No cóż, zaczekamy.

Odwiedziłam przy okazji panią Asię, z którą leżałam na sali. Ma ten sam nowotwór co ja, tylko ona ma tradycyjne leczenie radioterapia+cisplatyna. Bardzo miła osoba, wspierałyśmy się wzajemnie.
Też bym chciała przemęczyć się przy radioterapii tak jak pani Asia, zamiast poddać się operacji. Wiem, że to niemożliwe, ale naprawdę wolałabym takie rozwiązanie. Ta niepewność i stres dotyczący operacji mnie przytłacza. Tym bardziej, że nie znam żadnych szczegółów-jak to będzie przebiegać, jakie będą skutki, jak ja po tym będę wyglądała...

Dziś byłam w sklepie z perukami. W tym samym co osiem lat temu. Nawet wybrałam podobny kolor do tego, który miałam wtedy.