środa, 26 czerwca 2013

Rezonans.

Byłam na rezonansie. Ostatni miałam rok temu. Sporo czasu, już prawie odwykłam od tego badania. Do tej pory miałam je raz na 3 miesiące, później co pół roku, a teraz taka przerwa.
Długo nie musiałam czekać, by wszystko sobie przypomnieć. Już od wejścia do budynku poczułam znajome stare klimaty- naburmuszeni pacjenci, bo jest ponad godzina opóźnienia, i wszyscy się złoszczą. I ten szpitalny zapach. Wenflon na zgięciu ręki,i siniak po nim. Wszystko jak dawniej.
Układanie mnie na rezonansowym "łóżku", zakładanie megasłuchawek, i zakrywanie mojej facjaty kilkoma pokrywami. Był jakiś nowy Pan, nie znałam go wcześniej, bardzo miły. Dał mi nawet pod kolana poduszkę, żeby wygodniej było leżeć. Gdy już wjechałam w "tubę"- jak ja to nazywam- zdałam sobie sprawę, że znam na pamięć dźwięki ( a raczej stuki i puki) które wydaje maszyna. Wiedziałam jaki nastąpi za chwilę. Głowa mnie po tym bolała jak zwykle. To jest straszny hałas. Za dwa tygodnie trzeba dzwonić po wynik. Czuję już teraz jakiś dziwny lęk.
W sumie dobrze z jednej strony, że było to opóźnienie i musiałam trochę czekać-zdążyłam wyschnąć. Zmokłam i zmarzłam, połamały mi się dwie parasolki. Ja to mam pecha, zawsze gdy jadę do DCO pogoda jest paskudna.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

wtorek, 18 czerwca 2013

Wzięło mnie na wspomnienia...

Po egzaminie. Porażka. Jestem taka wściekła. Jak zwykle trafiłam na trudniejszą grupę. Z tej drugiej znałam odpowiedź na wszystkie pytania, no kurde na wszystkie...
No cóż, w piątek wyniki ale ja się nie łudzę, że to zaliczę. Poprawa dopiero we wrześniu.
W czwartek kolejny cudowny egzamin. Z etyki...

Po tym nieszczęsnym egzaminie nie miałam na nic ochoty. Siadłam przed komputer i przeglądałam różne rzeczy. Starałam się uporządkować zdjęcia, i otworzyłam folder o nazwie "patologia"- ależ miałam pomysł z tą nazwą. A jaka była zawartość folderu? Ja za czasów szpitalnych. Dokładniej- ja leżąca na szpitalnym łóżku na OWN w klinice. W piżamce w misie, w chustce na głowie, chuda jak patyk, z podkrążonymi oczami i szyją wypaloną naświetlaniami. Kolejne zdjęcie- W peruce. Stoję sobie w szpitalnej portierni. Nóżki chude jak u sarenki, spodnie na mnie wiszą jak na wieszaku. I kilkanaście tego typu zdjęć.
Przeglądam dalej. Folder "z kliniki". Skoro już tak  powspominałam jak to było to przejrzę i to. Tu już większość zdjęć mojego autorstwa, pstryknięte po tym jak dostałam lustrzankę. Kadry przedstawiające tak bliskich mi ludzi. Mały Kubuś jak gra na moim laptopie, Asia z pompą do chemii, Remik z kołnierzem na szyi, moja mama z mamą Remika i Adasia, mały Dawidek we wózku, moja Pani Doktor, panie pielęgniarki, Adaś...Wszyscy uśmiechnięci i pełni nadziei. Tylu ludzi, tyle wspomnień...Chociaż to nie był najlepszy czas, to ciągnie mnie do myślenia o tym. Mimo, że nie chcę tego aż tak rozpamiętywać, to gdzieś tam w podświadomości chyba lubię do tego wracać. To znaczy nie do tych przejść, ale do wspomnień o tych osobach. O tych, którzy odeszli, i o tych którym się udało, o ich rodzicach, o lekarzach, o pielęgniarkach, innych pracownikach kliniki. To świetni ludzie, nie zapomnę o nich.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Zmęczenie.

Zmęczenie daje mi nieźle w kość. Wszystko się skumulowało- przeziębienie, nerwy, stres, sesja, zarwane nocki, wczesne wstawanie, ogrom nauki. Baterie mi się wyczerpują.
Ciężki ten semestr. Większość zaliczeń już z głowy, zostały dwa megaduże egzaminy. A ja w nie najlepszej kondycji do nauki, chyba muszę się wybrać do lekarza, bo przeziębienie nie mija, w dodatku kaszel mnie strasznie męczy.Muszę zrobić USG brzucha, bo zbyt często mnie boli, a mało tego- burczy jakbym ciągle była głodna. W przyszłym tygodniu- laboratorium wita, trzeba zrobić kreatyninę, bo 26. mam rezonans w DCO, a do tego wymagany jest ten wynik. Później wizyta w DCO, wypadałoby się też  zarejestrować na endoskopię...i tak w kółko.
Jednak są pewne plusy takiej intensywnej pracy i wiru nauki- nie myślę aż tyle o badaniach, o wznowach, i innych tego typu sprawach.