środa, 10 sierpnia 2016

Bierę się za siebie:)

Zrobiłam sobie dokładniejsze badania-gospodarkę żelazową, ferrytynę i retikulocyty. Nadal hemoglobina poniżej 10, ferrytyna 6,12. Norma jest od 13. Pozostałe wyniki też średnio mnie zadowalają. Moja Doktor z Bujwida była tak miła i spojrzała na te wyniki, oraz doradziła jakie leki mam brać. To jest świetny lekarz, super kobieta. Zawsze ją miło wspominam. Kupiłam więc całą siateczkę tabletek i tak sobie łykam wszystko codziennie. Biorę Actiferol, witaminę C witaminę B6, kwas foliowy. Oprócz tego witaminę A+E i tabsy Biotebal - poleciła Pani z apteki na wypadanie włosów. Męczarnia okropna, bo ja przecież nie potrafię połknąć tabletki. Nawet taka malutka sprawia mi problem. Daje sobie miesiąc czasu. Jeśli po tym okresie wyniki nie skoczą w górę, to pojadę do hematologa. Oczywiście obdzwoniłam kilka poradni hematologicznych i terminy są na grudzień albo listopad...2017. Zdobyłam namiar na Panią Doktor, która przyjmuje prywatnie w Legnicy i na termin czeka się kilka dni. Więc tam się wybiorę, jeśli zaistnieje taka konieczność. Choć mam wielką nadzieję, że moje męki z tabletkami przyniosą poprawę. :)

niedziela, 24 lipca 2016

Anemiczka.

W piątek byłam w DCO. Nadal utrzymuje się anemia. Od kilku miesięcy hemoglobina poniżej 10. Obecnie 9,4. W dodatku płytki ponad normę. Dostałam skierowanie do poradni hematologicznej. Miałam nadzieję, że ze względu na to, że byłam pacjentką szpitala dziecięcego, będę mogła się tam zarejestrować na wizytę. Niestety jestem za stara i nie da się. Szkoda, bo w Przylądku Nadziei jest wielu świetnych specjalistów. Poradnia hematologiczna we Wrocławiu jest na Borowskiej i na Pasteura, z tego co się dowiedziałam. Może ktoś z Was zna hematologa godnego polecenia z Wrocławia lub Legnicy? Jutro zaczynam maraton dzwonienia i prób rejestracji. Muszę jeszcze wybrać się do laboratorium na dodatkowe badania. W DCO miałam robione jeszcze RTG płuc, wszystko w porządku.

poniedziałek, 18 lipca 2016

...

Byłam kilkanaście dni temu na endoskopii. Wszystko jest w porządku, ale wpadłam w taką panikę, że musiałam to sprawdzić. Miałam zatkany nos, pełno ropy i czułam taką gulę w przełyku. Na dodatek krew leciała mi z nosa. Nie mogłabym spać spokojnie, gdybym tego nie skonsultowała.
W ubiegłym tygodniu zrobiłam sobie morfologię i mam hemoglobinę 9,0. Pani z laboratorium powiedziała, że czas wziąć się za siebie. Łykam tabletki z żelazem, ale nadal ta hemoglobina jest poniżej normy. W piątek jadę do DCO, może moja Doktor coś na to zaradzi.

Mam wakacje i nudzi mi się troszkę bez pracy i dzieciaków. Prawdopodobnie we wrześniu dostanę znów umowę i być może zostanę jeszcze cały przyszły rok szkolny w szkole, w której teraz pracowałam.
Ogólnie niebawem zacznie się całkiem nowy etap w moim życiu i szykują się pewne zmiany :)

wtorek, 31 maja 2016

.

Dość długo nic tu nie pisałam. Czas leci tak szybko...3 czerwca minie pół roku od operacji. Aż nie mogę uwierzyć, że to już tyle miesięcy! Wydaje mi się, że to było tak niedawno. Wszystko jest takie świeże. Ciągle gdzieś tam w moich myślach przebija się ta cała sytuacja. Ciężko o tym zapomnieć, bo było to naprawdę traumatyczne przeżycie. Teraz gdy tylko zaboli mnie głowa (a boli często) wpadam w panikę.
Chciałabym odciąć się od tych wszystkich problemów zdrowotnych, nie myśleć o tym, a najlepiej zapomnieć. Czasem sobie po prostu nie radzę. Napadają mnie jakieś lęki. Gdy minęło 5 lat od zakończenia leczenia onkologicznego, nabrałam trochę pewności, że już wszystko musi być dobrze. Byłam szczęśliwa, bo wszystko się zaczynało układać, strach przed nawrotem choroby robił się coraz mniejszy. A ten krwiak zburzył wszystko, co przez tyle lat udało mi się poukładać w swoich myślach.

Kilka tygodni temu byłam z wynikiem MR u neurochirurga, który mnie operował. Powiedział, że wynik jest ok, a z kolejnym mam zgłosić się za pół roku. Koniecznie z płytą, żeby mógł dokładnie pooglądać od wewnątrz moją pechową głowę. Ogólnie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło podejście tego lekarza. Był bardzo miły, zainteresowany. Odpowiedział na wszystkie nurtujące mnie pytania. Sam fakt, że poświęcił mi czas w sobotę podczas dyżuru postawił go w bardzo dobrym świetle. Chyba go zbyt surowo oceniłam na "początku naszej znajomości". Zraził mnie wtedy (z resztą jak wszyscy neurolodzy i neurochirurdzy z oddziału) tym, że od razu z grubej rury powiedział, że to przerzut. Żaden lekarz nie chciał przyjąć innej wersji, dać odrobinki nadziei, że może to coś innego.

Włosy wygolone na potrzeby operacji odrosły już tak na ok. 4-5 cm. :) Nawet nic nie widać, bo to miejsce zakrywają włosy, które nie zostały ścięte. Niestety bardzo mi się przerzedziły. Nie ma co się dziwić-stres, leki. Działam jak tylko mogę, żeby je doprowadzić do ładu.
Muszę pokonsultować się jeszcze z kilkoma specjalistami. Oprócz stałej opieki onkologicznej, laryngologicznej, neurochirurgicznej, endokrynologicznej muszę mieć jeszcze hematologiczną, kardiologiczną i neurologiczną. Spora kolekcja, prawda? I jak tu nie myśleć o chorobach...


środa, 27 kwietnia 2016

MR- wynik.

Wczoraj odebrałam wynik MR. Jejku...myślałam, że zwariuję z tych nerwów. Ręce tak mi się trzęsły, że nie mogłam utrzymać w nich koperty z wynikiem. Ogarnęła mnie taka panika. Znalazłam w DCO jakiś pusty korytarz, usiadłam i tak siedziałam chyba z pół godziny. Bałam się nawet spojrzeć na tą kartkę. Długo walczyłam ze sobą, żeby to w końcu przeczytać. Ten strach był taki sam, jak przed operacją.
Mam jednak trochę szczęścia w tym moim chorowitym życiu. Najcenniejsze i najwspanialsze zdania z całego opisu: "W wykonanym badaniu nie uwidoczniono ewidentnych cech wznowy procesu npl. nosogardła. Obraz MR głowy bez zmian ogniskowych."
Moja Pani Doktor powiedziała, ze jest OK.
Muszę ten wynik pokazać jeszcze neurochirurgom. Coś tam w tej główce jeszcze zostało, jakiś obrzęk. "W miejscu zabiegu u podstawy płata skroniowego  lewego ku tyłowi od rogu komory bocznej uwidacznia się nieduża niejednorodna loża  pooperacyjna o wymiarach 1x0,7 cm. Nie wykazuje cech ograniczenia dyfuzji ani hiperperfuzji. Nie ulega wzmocnieniu kontrastowemu."
Dobrze, że nic się nie zaświeciło w tym badaniu, czyli żadnych komórek nowotworowych ni ma.

Źle to wszystko znoszę. Za dużo tego strachu i stresu. Ileż można tak wytrzymać i żyć w ciągłym napięciu? Jakoś starałam się trzymać, ale nie wyszło. Już kilka dni przed odbiorem wyniku miałam wahania nastroju, wymioty, bóle brzucha, brak apetytu. Jakoś tak te wszystkie emocje w sobie tłamsiłam, nie miałam ochoty nawet z nikim rozmawiać o tym, jak bardzo się boje. Gdy już wiedziałam, że ten wynik jest dobry, to wszystko ze mnie tak zeszło. Aż chciało mi się płakać ze szczęścia i jednocześnie z żalu, dlaczego to wszystko muszę przechodzić. Wczorajszy dzień nie należał do najłatwiejszych.
Pora wziąć się w garść i napędzać się pozytywnymi myślami.

piątek, 8 kwietnia 2016

Rezonans, endoskopia....

Jakoś przeżyłam ten tydzień pełen stresu i niepewności. W środę byłam w DCO na rezonansie. Na wynik muszę czekać około dwóch tygodni.
Wczoraj zasiadłam na "fotelu tortur"-endoskopia. Trzęsłam się ze strachu, miałam jakieś złe przeczucia. Na szczęście nosogardło czyściutkie, bez żadnych cech wznowy. Pani Doktor powiedziała, że jest nawet lepiej niż zazwyczaj, bo nie ma aż tyle "ropnego glutka". Miałam też badanie słuchu, które nie wykazało nic niepokojącego. Połowa stresu ze mnie zeszła. Teraz trzeba przetrwać oczekiwanie na wynik MR.


A oto gdzie wybrałam się po rezonansie:)
Klinika jest piękna, naprawdę robi wrażenie. Odwiedziłam Ulubioną Doktor:)
Mam szczęście, że większość lekarzy, których spotkałam na swojej "chorobowej drodze" to wspaniali ludzie.

czwartek, 31 marca 2016

Nowy e-mail.

Łapię się często na tym, że nie pamiętam wielu rzeczy. Nawet zdarza się to w codziennych, normalnych czynnościach. Idę do drugiego pokoju po jakąś konkretną rzecz, a za chwilę nie pamiętam po co tam przyszłam. Nie mogę sobie czasem przypomnieć niektórych imion, czy nazwisk i potrzebuję dłuższego zastanowienia. No cóż, jakieś tam skutki po tak poważnej operacji były raczej nieuniknione. Dobrze, że tylko takie.
Kontaktowałam się przez e-maile z wieloma osobami, niestety za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć hasła do poczty. Albo moja pamięć zawodzi tak bardzo, albo ktoś mi się po prostu włamał i to hasło zmienił. Mniejsza o to. Podaję nowego maila do ewentualnego kontaktu: paula.0203@o2.pl

Odkąd wróciłam do pracy czas biegnie tak szybko. Jestem już prawie 4 miesiące po operacji.
Jestem dumna sama z siebie, że tak szybko wykaraskałam się z tego.  Zaczynam jeszcze bardziej dbać o siebie-łykam mnóstwo tabletek z przeróżnymi witaminami, jem dużo owoców i warzyw. Jeśli znacie jakieś sposoby na poprawienie poziomu hemoglobiny, to podsuńcie jakieś pomysły:-)      Muszę wyjść  obronną ręką ze starcia z anemią. Przypuszczam, że to ona jest powodem moich niektórych dolegliwości, takich jak wypadanie włosów. Przeraża mnie to, bo dosłownie lecą garściami i nic na to nie pomaga. Ostatnio kupiłam tabletki Biotebal, polecone przez farmaceutę. Pokładam w nich nadzieję, że choć troszkę zadziałają.
Staram się też nadmiernie nie przemęczać i nie denerwować (u takiego nerwusa jak ja jest to bardzo trudne). Zajęłam się nawet popularnymi w ostatnim czasie kolorowankami antystresowymi:-)
Gdy zaczynam za dużo rozmyślać o rzeczach związanych z ostatnimi problemami, biorę kredki i zajmuję się malowaniem. Skupiam wtedy swoją uwagę na tym, a nie na nadmiernym panikowaniu.
Wiem, wiem...Pozytywne nastawienie jest bardzo ważne. Każdemu to mówię, ale czasem dopada mnie taki lęk i strach. Szczególnie teraz jest mi ciężko. Zbliża się przecież rezonans, a po nim endoskopia. Standardowo proszę więc o trzymanie kciuków.

czwartek, 3 marca 2016

"Urodzinowa niespodziewajka"

Od poniedziałku pobolewała mnie głowa, chwilami łapał taki pulsujący ból. Wczoraj po pracy cały dzień leżałam i nie mogłam sobie dać z tym rady. To był taki dziwny, niepokojący ból, że nawet nie wiem jak go opisać. Strachu najadłam się co nie miara. Rano to samo. I wycieczka na SOR. Zrobili mi na szybko TK, nie wyszło nic niepokojącego. Są obrzęki pooperacyjne, które się goją. Być może przez to boli. Pod uwagę trzeba brać też zmienną pogodę i skoki ciśnienia. Przy okazji wyszło, że mam znów zapalenie zatok, za niską hemoglobinę, za dużo płytek sporą anemię. I szalejące dziś ciśnienie 172/90. Takie szalone miałam urodziny.

niedziela, 7 lutego 2016

DCO.

W piątek byłam w DCO. Głównie po to, żeby dostać skierowanie na kontrolny rezonans. Niestety trwa tam wymiana sprzętu, i póki co badania tego nie wykonują. Mam termin na 6. kwietnia, więc to jeszcze mnóstwo czasu. Wolałabym mieć to szybciej za sobą i wiedzieć na czym stoję, bo boję się bardzo.
Ja kiedyś po prostu zwariuję przez te moje zdrowotne zawirowania. Mimo, że staram się o tym nie myśleć i nie stresować, to niestety mi się kompletnie to nie udaje. Za każdym razem jak mam jakieś badania, lub jadę po wyniki to nie śpię w nocy, boli mnie brzuch i ogólnie jestem poddenerwowana. Czasem po prostu nie daję sobie rady sama ze sobą i swoimi myślami. Ledwo co zaczęłam być ciut spokojniejsza i mniej bać się, że wróci nowotwór (w końcu minęło już tyle lat od 2009 roku), to pojawiły się kolejne problemy. To chyba trochę za dużo. Są dni kiedy jestem totalnie rozchwiana, ciągle płaczę. Smutne jest to, że los co kilka lat funduje mi takie "niespodzianki".
Zawsze jak jechałam do Wrocławia, spoglądałam w stronę nowego szpitala w Leśnicy i podziwiałam jak szybko powstaje i jaki jest ładny. Wyobrażałam sobie, że pewnie jest świetnie wyposażony i pacjenci będą czuli się komfortowo. Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że ja będę tam leżeć, a tym bardziej, że  będę tam operowana. Nigdy nie spodziewałam się, że spotka mnie coś takiego, że w mojej głowie "coś się dzieje". Nie miałam nawet żadnych konkretnych powodów, żeby podejrzewać, że mam krwiaka. Ani się nie uderzyłam, ani nie miałam żadnego wypadku.
Wtedy, gdy to wszystko się stało myślałam, że łapie mnie grypa. Zaczęło się w piątek wieczorem. Zawroty głowy, nudności, osłabienie-wypiłam leki na przeziębienie i poszłam spać. W sobotę było jeszcze gorzej. Z rana nie mogłam się podnieść z łóżka, tak bardzo bolała mnie głowa i szyja, ale wciąż myślałam, że to grypsko. Jakoś się ogarnęłam, pojechałam na uczelnię. Na pierwszym wykładzie już zaczęłam się bać, wszystko widziałam podwójnie, a później potrójnie, miałam mroczki przed oczami. Stwierdziłam, że nie potrzebnie szłam na zajęcia i że mogłam się wygrzewać w łóżku. Zadzwoniłam po mojego narzeczonego, żeby po mnie przyjechał. Czas gdy na niego czekałam strasznie mi się dłużył, i wtedy już czułam się okropnie, ale i tak się nie poddawałam. Myślałam, że jak się prześpię i porządnie wygrzeję to przejdzie. Nie przeszło. Zaczęły się wymioty, straszny ból głowy, nawet już dokładnie nie pamiętam bo co chwilę "urywał mi się film". Ocknęłam się, gdy zobaczyłam pochylonych nade mną ratowników medycznych i lekarza. Jeszcze ja-wielka bohaterka, zaczęłam się stawiać, że nie jadę do żadnego szpitala. Jakoś udało im się mnie uspokoić i pojechałam. Pamiętam jeszcze moment, gdy wsiadałam do karetki, później już mam w głowie tylko jakieś urywki tego co się działo. Nafaszerowali mnie chyba jakimiś silnymi lekami przeciwbólowymi, bo troszkę mniej bolała głowa i momentami byłam w miarę przytomna. Między wymiotami, a wiciem się z bólu ,pamiętam jak przyszedł lekarz z wynikami MR i powiedział, że mam guza, najpewniej zmiana przerzutowa z nosogardła. Długo wtedy płakałam, i miałam nadzieję, że to jakiś zły sen, z którego się zaraz obudzę.
To było dla mnie bardzo traumatyczne przeżycie. Teraz, gdy jest już po wszystkim sama się dziwię, jak mi się udało to przetrwać.

czwartek, 28 stycznia 2016

Wracam do pracy:)

Po feriach, w połowie lutego wracam do roboty :) Dziś byłam zanieść do szkoły zaświadczenie od lekarza medycyny pracy. Cieszę się, bo od siedzenia w domu i rozmyślania można oszaleć.
Przyszłam do tej pracy na zastępstwo za nauczycielkę, która przebywa na l4, a po miesiącu sama wylądowałam na zwolnieniu-cudowny pracownik ze mnie. No ale cóż, nie moja wina, nie chciałam. Mam tylko nadzieję, że na kolejnym l4 już nie będę...
Od kilku dni już wariuje i biję się z myślami. Boli mnie głowa w płatach czołowych i miejsce,           w którym byłam cięta. Staram się wmawiać sobie, że to przez takie skoki ciśnienia i zmiany pogody. Jednak gdzieś tam ciągle w mojej biednej pociętej głowie krąży myśl, że coś się dzieje. Boję się bardzo tego, co wyjdzie w rezonansie. W następny piątek będę w DCO i będę znała termin kiedy zrobią mi to badanie. A do tego czasu pewnie i tak będę pełna obaw i żadne słowa mnie nie uspokoją. Mam nadzieję, że los mnie trochę oszczędzi i nic złego nie wyniknie z rezonansu. Chyba już za dużo tego złego, jak na jedną osobę...

piątek, 22 stycznia 2016

Goi się jak na psie.

Dziękuję wszystkim za miłe słowa i wsparcie:)!
Jeśli chodzi o mnie, to jest coraz lepiej. Jeszcze nie tak, jakbym chciała, ale postępy są. Rana na głowie goi się bardzo ładnie, odrastają już włosy. Troszkę jeszcze pobolewa, ale da się wytrzymać. Opuchlizna i siniaki z twarzy znikły. Już nie tracę tak często równowagi podczas chodzenia. Jeszcze mam słabą kondycję i szybko się męczę. Walczę też ze skutkami ubocznymi sterydów, które brałam. A skutków tych jest dużo. Najłagodniejsze z nich to kilka kilogramów w górę i wahania nastroju.
W lutym jadę do DCO, bo Moja Onkolog ma skierować mnie na kontrolny rezonans, żeby sprawdzić czy nic tam się nie dzieje. Trzęsę się ze strachu, ale staram się zbyt dużo nie rozmyślać o tym. Czasem się to udaje, a czasem nie. Jak złapie mnie chwila refleksji to po prostu nie mogę uwierzyć, że to wszystko się działo naprawdę, że operacja się udała, i co najważniejsze-narząd mowy działa prawidłowo. A tego się bardzo bałam. Gdy lekarz powiedział mi, że jest ryzyko, że nie będę mówić, załamałam się i nie chciałam poddać operacji. Nie chciałam tego po sobie pokazywać, ale byłam nastawiona na najgorsze. Nie spałam w nocy tylko płakałam po cichu.
Nie wiem czemu to wszystko mnie spotyka, chciałabym żeby było już dobrze. Oby ten rezonans nie wykazał nic złego.Trzymajcie kciuki!

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt!

Kochani,
Życzę Wam wszystkim zdrowych, pogodnych, spędzonych w gronie najbliższych Świąt Bożego Narodzenia. Dużo odpoczynku w te dni i uśmiechu na twarzy. :)

******************************************************************

Dziękuję bardzo za wasze słowa wsparcia. Staram się jakoś nie myśleć o tej całej sytuacji, ale niestety nie da się. Boję się tego rezonansu, że coś tam jednak wyjdzie złego...Przez kilka dni pod rząd miałam w nocy okropne sny, że rozcinali mi głowę a ja w tym momencie budziłam się z narkozy. Coś strasznego.Chyba za dużo o tym myślę.
Odstawiłam już sterydy, mam nadzieję, że chomikowata buzia mi niebawem zniknie, bo zaczyna mnie to denerwować. Jestem przez te leki taka pulchna na twarzy. Dziwnie to wygląda, bo ogólnie wychudłam trochę, ważę 43 kg, wszystkie ciuchy zrobiły się za luźne. No a twarz mam taką grubiutką.  Rana na głowie ładnie się goi a włosy zaczynają pomalutku rosnąć. Obrzęk na głowie chyba już całkowicie znikł. Chciałabym już całkiem dojść do siebie i wrócić do pracy. Można oszaleć siedząc tak całymi dniami w domu.

środa, 16 grudnia 2015

Wynik hist-pat.

Dziś byłam odebrać wynik z badania histopatologicznego. Jest on następujący: Skrzep krwi-bez tkanki mózgowej. Czyli komórek nowotworowych najprawdopodobniej nie wykryto. Ale...trzeba to skontrolować jeszcze rezonansem.
Rezonans będę miała w DCO. Dziś już byłam tam z wynikiem, żeby pokazać go dwóm wspaniałym lekarkom- Onkolog i Laryngolog. Obie cieszyły się strasznie, wyściskały i wytuliły mnie. To jest bardzo budujące i miłe, gdy ktoś okazuje tyle serca i zaangażowania.
W styczniu muszę się zarejestrować do Mojej Onkolog i wtedy będziemy ustalały termin MR.
Nie ukrywam, że jestem troszkę taka "skołowana". Niby w hist-pacie nie wyszła zmiana nowotworowa, ale jakiś niepokój pozostaje o to, co pokaże rezonans.
Znów zaczęło się życie w ciągłym strachu i niepokoju. A miałam taką wielką nadzieję, że to już koniec chorowania. No cóż-trzeba być twardą i jakoś podołać. Nie jest łatwo. Dziwnie się czuję chwilami- jestem taka nieobecna, zamyślona. Czasem totalnie bez siły. Nie wiem, może jak odstawie leki sterydowe, które biorę to mi trochę przejdzie. A może po prostu za dużo od siebie oczekuję. To była przecież bardzo poważna operacja, a ja bym już tak od razu chciała żeby było wszystko jak wcześniej. Może potrzeba trochę więcej czasu na zregenerowanie się...
We wtorek byłam na zdjęciu szwów. Bolało trochę. Było ich ponad 20. Włosy mam wygolone po lewej stronie, cięcie było dość duże, troszkę jeszcze pobolewa i tak jakoś ciągnie, podobno to dobrze, bo to znaczy, że dobrze się goi.
Zjechałam z wagi, widzę to po ciuchach-wszystko na mnie wisi. Za to na twarzy jestem taka okrągła i pulchna przez te sterydy i mnie to denerwuje. Opuchlizna powoli schodzi, siniak pod okiem prawie całkowicie znikł. Czasem się trochę zachwieję, gdy chodzę. No i łapią mnie skurcze w nogach, ale dziś neurochirurg powiedział, że to przez to, że dużo leżałam.
Trzymajcie kciuki, żebym wracała do pełnej sprawności i dobrej formy. No i żeby moje samopoczucie było lepsze, bo czasem łapią mnie jakieś chwile załamania.

Ehhh...Piszę to wszystko i nie wierzę, że dzieje się to naprawdę. Chciałabym, żeby to był jakiś zły sen, z którego się zaraz obudzę.

środa, 9 grudnia 2015

Krwiak? Guz? Przerzut? Operacja.

Kochani...Nigdy nie sądziłam, że będę pisać tu takie informacje. Życie jest strasznie przewrotne. Nie wiem nawet jak zacząć...Może bezpośrednio: Jestem po operacji usunięcia krwiaka/guza z głowy. Czekam na wynik badania histopatologicznego, które pokaże co to było.
 Początkiem listopada z dnia na dzień złapał mnie ból głowy, dziwnie się czułam, ale myślałam że to zwykłe przeziębienie. Kolejnego dnia poszłam na uczelnię, i już tam sobie nie mogłam poradzić. Pojechałam do domu i było jeszcze gorzej. Odpływałam.Trafiłam do szpitala na oddział neurologii, zrobili mi TK, w którym wyszedł guz w płacie skroniowym lewym 3x 2,5 cm. Neurolodzy stwierdzili, że to przerzut z nosogardła. Leżałam tam prawie dwa tygodnie. Wypuścili mnie na kilka dni, ale miałam już wyznaczony termin operacji. Chciałam jeszcze pokonsultować to z innymi lekarzami. Oczywiście pierwsze co zrobiliśmy to wizyta w DCO.  Moja Kochana Laryngolog i Onkolog oczywiście stanęły na wysokości zadania. Miałam ponownie wykonany rezonans, w którym wyszło, że to krwiak. Pod nim" coś " jednak było. Nie wiadomo co. Okaże się, gdy przyjdzie wynik hist-pat. To była bardzo poważna operacja, która mogła sprawić dużo powikłań. Mogłam np. przestać mówić. Tak strasznie się bałam. Na szczęście obyło się bez większych powikłań, mówię, w miarę logicznie funkcjonuję. Jestem bardzo wdzięczna neurochirurgom, którzy mnie operowali, wielki ukłon w ich stronę!
Jestem jeszcze słaba, troszkę zakręcona. Wczoraj wróciłam do domu. Mam nadzieję, że z dnia na dzień będę się lepiej czuła. Wyglądam tak, że wstydzę pokazać się ludziom. Choć i tak już obrzęk zaczyna schodzić. Mam spuchnięte pół głowy i twarzy, oko posiniaczone. Włosy wygolone w miejscu cięcia.
Myślałam, że wyczerpałam już limit cierpienia, a tu proszę kolejna kłoda pod nogi. I to w takim czasie, gdy wszystko zaczynało mi się układać. Zaczęłam wymarzoną pracę, jako nauczyciel, podjęłam studia magisterskie...Wszystko było tak dobrze, a tu nagle taki cios. Musiałam zrezygnować ze studiów, w pracy ciągnę L4. 
Pewnie napisałam to wszystko chaotycznie, ale jeszcze jestem słaba. Trzymajcie proszę kciuki, aby wynik badania histopatologicznego wykazał, że to nie jest coś związane z nowotworem i żebym szybko wróciła do formy.

Pauliśka.

niedziela, 1 listopada 2015

Listopad...

Zaczął się miesiąc, którego bardzo nie lubię. Chyba już zawsze listopad będzie kojarzył mi się z wielkim smutkiem i przypominał to, co stało się w 2009 roku. Najpierw odeszła Babcia, kilka dni później Adaś. Minęło już 6 lat. W tym czasie tak dużo się wydarzyło w moim życiu. Szkoda, że oni nie mogli w tym uczestniczyć...Myślałam, że z biegiem czasu będzie łatwiej, ale nie jest ani trochę lżej. I już chyba nie będzie. Dużo osób mi mówiło, że zapomnę o Adasiu. A ja wciąż pamiętam, wciąż czasem oglądam wspólne zdjęcia i wspominam jakim był dobrym chłopakiem i jak mi pomógł wziąć się w garść, gdy zaczynało brakować sił.
A dziś Święto Zmarłych, dzień który dla mnie jest co roku smutny. Szczególnie, gdy pomyślę ilu moich szpitalnych przyjaciół odeszło. Tych, których znałam tylko z widzenia, do których byłam mniej przywiązana i tych, którzy byli mi bardzo bliscy. I ta bezsilność, że nie da się nic zrobić, że już się ich nie zobaczy. Pozostają tylko wspomnienia i troszkę łez wylanych po cichu...





A przechodząc do innego tematu-od 21 września pracuję w szkole. Udało mi się załapać na zastępstwo za inną panią. Umowę mam do czerwca, ale zawsze to jakieś doświadczenie. Oprócz tego poszłam jednak na studia magisterskie zaocznie. Ciężko jest mi to wszystko pogodzić i się odnaleźć, ale dam radę. Kto jak nie ja?

piątek, 23 października 2015

POTRZEBNA POMOC!

Marek to mój kolega ze szpitala, a nawet  z jednej sali. Wraz z jego tatą tworzą świetny duet-wspierają się i bardzo kochają. Mają tylko siebie, ponieważ mama Marka odeszła od nich. Mimo tego, jego tato nie poddawał się i był przy nim zawsze. Wszyscy w klinice byli pełni podziwu, że ten mężczyzna tak dobrze sobie radzi i nie traci nadziei ani optymizmu. Miał go na tyle, by pomagać jeszcze innym pacjentom, mobilizować ich do walki. Dla rodziców miał zawsze ciepłe słowo i czas na rozmowę. Są bardzo życzliwymi i ciepłymi ludźmi. Zimą spotkaliśmy się na zjeździe pacjentów wyleczonych, cieszyłam się, że u nich powoli wszystko idzie ku dobremu...wczoraj natrafiłam na ten link: https://www.siepomaga.pl/zyciezapolmiliona 
Cały dzień myślałam o nich. Przecież limit złych rzeczy dla nich powinien się już dawno skończyć, a nadal los rzuca im kłody pod nogi.
Kto kliknie w zamieszczony przeze mnie link i przeczyta artykuł, przekona się, że to wyjątkowa rodzina. Proszę, udostępniajcie go dalej, aby dotarł do wielu osób. Niech każdy wpłaci chociaż symboliczną kwotę, a wspólnie uda się zebrać stawkę, od której zależy życie Marka.


https://www.siepomaga.pl/zyciezapolmiliona

czwartek, 10 września 2015

Endo.

W ubiegłym tygodniu byłam u endokrynologa. Doktorek powiedział, że to dobrze, że TSH tak spadło, że dla mojego wieku jest bardzo dobre teraz. Ale oczywiście podpytał, jak się czuję itp. Gdy powiedziałam, że dokucza mi ciągłe uczucie zimna, jestem osłabiona a włosy lecą garściami, stwierdził, że będę brała Euthyrox 100 od poniedziałku do soboty, a w niedzielę  Euthyrox 75. Dziwnie się czułam, jak przy temperaturach powyżej 30 stopni momentami dostawałam gęsiej skórki i telepałam się z zimna. W dodatku te włosy...piłam olej lniany, biorę witaminy, stosuję przeróżne maseczki, odżywki it. I nic. Włosów mam już tak malutko, takie rzadziutkie. Za pół roku mam zrobić wyniki i znów się zgłosić do Doktorka.

Ostatnio wydarzyło się coś bardzo pozytywnego-Otwarcie Przylądka Nadziei! W końcu dzieci będą walczyły o życie w godnych warunkach. Klinika robi wrażenie. Myślę, że mali pacjenci i ich rodzie będą czuć się tam o wiele bardziej komfortowo w tym trudnym czasie. Bardzo się cieszę, że powstało to miejsce. Mam tylko nadzieję, że mimo nowej siedziby Kliniki, personel pozostanie tak samo wspaniały, jak przy Bujwida. 
Martyna Wojciechowska pokazała ogromne i dobre serce przez swoje zaangażowanie w budowę. 
W dużej mierze to jej zasługa. Miałam okazję poznać ją osobiście, to bardzo ciepła i dobra osoba. 
Kibicowałam od samego początku żeby to się udało, ale najbardziej chciałabym, żeby takie szpitale w ogóle nie były potrzebne. Żeby dzieci nie chorowały.

środa, 26 sierpnia 2015

Wakacje.

Czas tak szybko leci. A rzeczywistość nie idzie w parze z moimi planami. Nie udało mi się znaleźć pracy w swoim zawodzie. Miałam kilka szans na zatrudnienie w szkole, ale w miejscowościach dość odległych od mojej, bez bezpośredniego dojazdu autobusami (jestem na nie zdana, bo plan zostania kierowcą też nie wypalił, i już raczej nie wypali). Miałam sobie odpuścić studia magisterskie, ale...chyba jednak zapiszę się w rekrutacji uzupełniającej. Jeszcze pomyślę.

W lipcu byłam w DCO, mam znów się zgłosić za pół roku. W przyszłym tygodniu jadę do endokrynologa. TSH spadło o wiele, po zwiększeniu Euthyroxu. Ledwo mieszczę się w normie, a wcześniej byłam dużo poza normą. Zobaczymy co Pan Doktorek na to powie.
Sierpniowe upały dały mi nieźle w kość. Suche powietrze, co jest równoznaczne z uciążliwą suchością w buzi i gęstym, ropnym katarem. A w międzyczasie krwawienia z nosa. Wymęczyło mnie to. Oprócz tego dostałam jakiegoś dziwnego uczulenia. Nie wiem czy to po ukąszeniu komara, czy może z innego powodu, robiły mi się na ciele czerwone plamy, bardzo piekące i swędzące. Bardzo brzydko to wygląda i robią się z tego siniaki, które nie chcą schodzić. Byłam u lekarza, dostałam maść i tabletki na alergię. Niestety musiałam odstawić, bo miałam to samo, co przy Xyzalu-wymioty, osłabienie itp. Mam nadzieję, że te sińce poschodzą, bo kiepsko trochę chodzić z takim czymś.

Miniony weekend spędziłam nad morzem:) Mimo, że  pogoda była mało atrakcyjna (Szczególnie dla takiego zmarzlucha jak ja), to było świetnie.

czwartek, 18 czerwca 2015

Pani Nauczycielka:)

Kto wczoraj trzymał za mnie kciuki?:-)
Pewnie dużo osób, bo poszło mi dobrze. Praca licencjacka obroniona na 5:)!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

:)

Po wielu nieprzespanych nocach, wielkim wysiłku, ogromnej ilości nerwów, w końcu się udało!
Praca licencjacka oddana, obrona 17.06.2015.

 

środa, 8 kwietnia 2015

Endoskopia.

Dziś miałam endoskopię. Sama się sobie dziwię, ale jechałam na nią w miarę spokojnie. Dopiero jak usiadłam na "fotel tortur" to trochę spanikowałam. Na szczęście jest wszystko w porządku, a na kolejne badanie mam się zgłosić za rok. :-) Oczywiście, jeśli coś mnie będzie niepokoiło, to mam przyjechać wcześniej. Jednak nie dopuszczam do siebie takich myśli.


Święta minęły tak szybko. Przez tą zimową pogodę wcale ich nie czułam. Myślałam o rodzinie Kseny, jakie te święta musiały być dla nich smutne bez niej. Tak bardzo było mi przykro jak dowiedziałam się o jej odejściu. To strasznie niesprawiedliwe. Odchodzą tak młodzi, wspaniali ludzie. Dziś dowiedziałam się, że zmarł mój daleki kuzyn. Przyczyna: białaczka. Miał tylko 30 lat. Bardzo mnie dołują takie informacje, i zawsze to bardzo przeżywam. I jeszcze bardziej doceniam to, jakie miałam szczęście, że mi się udało. Jednak ten żal, że zmarło tylu dzielnych wojowników pozostanie chyba na zawsze.


środa, 11 marca 2015

___

Przez ostatni czas jakoś nie myślałam o sprawach związanych z chorobą. Jakoś się oderwałam od tego tematu, nie rozprawiałam po nocach o tym, co będzie, gdy jednak to wróci. Zajęłam się szkołą i skupiłam na leczeniu zębów. Nawet zapomniałam o tym, że w kwietniu mam mieć endoskopię, i nie panikowałam jak zwykle, gdy zbliża się to badanie.
Dziś rano zerwałam się z łóżka taka przestraszona. Śniło mi się, że robiłam endoskopię w DCO a później poszłam do Kliniki przy ul.Bujwida odwiedzić pielęgniarki. Spotkałam tam moją Doktor z DCO. Powiedziała, że w badaniu wykryli guza i muszą mnie szerzej zdiagnozować, bo to chyba coś złego. Strasznie płakałam i biegałam po klinice w poszukiwaniu mojej Kochanej Doktor, z tamtego szpitala.
Obudziłam się też z załzawionymi oczami. Tak się cieszyłam, że to tylko sen...Niestety to wszystko zaczyna wracać. Nawet gdy się jakoś odetnę od tego.
Staram się nie brać tego snu za jakąś złą wróżbę, bo jestem sceptycznie nastawiona do tego, że często sny się spełniają. Choć przyznam szczerze, że będę chyba miała większe opory i strach przed nadchodzącą endoskopią.
Wiem, muszę myśleć pozytywnie i się nie przejmować. Będę się starać.

9 dni temu skończyłam 22 lata, ten czas tak szybko leci. Gdy zachorowałam miałam 16. Aż ciężko mi uwierzyć, że to już tyle lat minęło, bo to wszystko jest takie świeże, i wszystko tak dobrze pamiętam. 


czwartek, 19 lutego 2015

Setka

Tak jak się spodziewałam-mam zwiększoną dawkę euthyroxu. Będę brała teraz 100 zamiast 75.
Za trzy miesiące mam zrobić TSH  i zobaczyć czy się poprawiło, a w lipcu kolejna wizyta.
Tarczyca na USG była słabo widoczna, jak to określił Pan Doktor : "Jest zanikowa".

poniedziałek, 16 lutego 2015

TSH.

Odebrałam wynik. We wrześniu miałam TSH 1.39  a teraz podskoczyło do 6.40.
W czwartek będę u endokrynologa. Pewnie zwiększy mi dawkę euthyroxu.
Już tak ładnie miałam unormowane te wyniki, a przez kilka miesięcy tak się zmieniły.

sobota, 14 lutego 2015

DCO

Wczorajsza wizyta w DCO zaliczona, kolejna w czerwcu, jak już będę po endoskopii.
Nie będę miała już rezonansu, nie jest potrzebny. Pani Doktor powiedziała, że po pięciu latach ryzyko nawrotu jest bardzo niewielkie :) Tak mnie to ucieszyło i wprawiło w dobry humor, że aż zrobiłam sobie zakupową wycieczkę po Wrocławiu:)
Trzeba jednak kontrolować wszystkie obecne i możliwe skutki leczenia. Staram się myśleć pozytywnie, że więcej żadnych powikłań nie będzie. Teraz na endoskopii muszę też kontrolować uszy, bo zwężają mi się przewody słuchowe i mam leciutki niedosłuch na prawe ucho. Mam nadzieję, że nie będzie się to pogłębiać.
Może teraz, gdy usłyszałam, że ryzyko jest niewielkie nie będę już tak panikowała?
Będę się starała, choć nie wiem czy uda mi się przezwyciężyć ten paraliżujący strach przed każdą endoskopią. I te zawroty głowy, mdłości i ból brzucha ze stresu, gdy już siedzę na fotelu i widzę kierujący się w moją stronę endoskop...
Plan jest taki: Myśleć pozytywnie. I to już od dziś :)

środa, 11 lutego 2015

...

Dawno tu nie zaglądałam. Nie zmieniło się od tego czasu wiele.
Sesja za mną, obeszło się bez żadnej poprawki. Moja praca licencjacka ( a raczej jej brak) doprowadza mnie do szału. Martwię się, że nie zdążę napisać. Niestety, trzeba ponosić konsekwencje złego wyboru...
Od jakiegoś czasu jestem stałym bywalcem gabinetu stomatologicznego. Naprawiam co się da, a później zobaczymy co da się zrobić, żeby mi te zębole "upiększyć". W końcu trafiłam na panią stomatolog, która mi podpasowała i jak na razie jestem zadowolona.
W piątek jadę do DCO. Miałam być tam chyba w grudniu albo styczniu, no ale cóż-tak jakoś wyszło.
19 lutego mam wizytę u endokrynologa, zobaczymy co się dzieje z tarczycą. Jutro będę miała wynik TSH. Mama panikuje, że ostatnio schudłam (choć ja tego nie zauważyłam), więc może trzeba zmienić dawkę euthyroxu. Nadal bardzo wypadają mi włosy. Kiedyś miałam geste, grube włosiska, a teraz zrobiły się z nich marne piórka. Podejrzewam, że to przez sprawy tarczycowe. Nie pomaga wax, jantar ani inne cuda. Stosowałam nawet olej lniany, też bez większego skutku.

Mam teraz jakiś gorszy czas. Co chwilę łapię jakiegoś wirusa i jestem ogólnie osłabiona. Czekam z utęsknieniem na wiosnę i ciepełko, bo taka pogoda stanowczo nie jest dla mnie korzystna. Najchętniej całe dnie przeleżałabym w łóżku pod kocem, albo przesiedziała przy kaloryferze. Chociaż nawet to nie pomaga na moje lodowate ręce. Taka już moja natura, jestem zmarzluchem:)

wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świąt:)!

Wesołych Świąt!
Spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze z tymi, których kochacie.
Niech te dni będą wyjątkowe.
Życzę także mało nerwów i zmartwień, a dużo uśmiechu.

 



wtorek, 25 listopada 2014

Spotkanie Pacjentów.

Dostałam zaproszenie na Spotkanie Pacjentów Wyleczonych z Choroby Nowotworowej.
Już potwierdziłam, że przyjadę. Odbędzie się ono 13.12.2014 we Wrocławiu. Mam nadzieję, że znów spotkam wielu szpitalnych znajomych.






Problemy z zębami się ustabilizowały, choć jeszcze dużo przede mną. Trzeba leczyć kanałowo kilka ząbków.

niedziela, 16 listopada 2014

Chyba lepiej?

Nie chcę zapeszać, bo różnie może być, ale chyba się polepsza.
Widzę już na prawe oko, opuchlizna troszkę zeszła, choć jeszcze jest spora. Przechodzę katorgi przy braniu leków. Nigdy nie potrafiłam połknąć tabletki i do dziś tak zostało, choć postępem jest to, że czasem uda mi się połknąć maleńki euthyrox. Tylko czasem. Teraz mam antybiotyk w tak wielkiej tabletce, że muszę ją łamać na sześć części, a i tak jest ciężko. Dodatkowo tabletki przeciwzapalne i przeciwobrzękowe...
Staram się jakoś pomału jeść jedną stroną, ale każdy ruch boli przez tą opuchliznę.
Oby ten obrzęk schodził, choć i tak jest lepiej niż wczoraj, czy przedwczoraj. Wyglądałam naprawdę jakby ktoś porządnie przyłożył mi z pięści.
Jak się mnie troszkę nastraszy, to zaczyna mi się poprawiać. Pani stomatolog powiedziała, że jak będzie gorzej, to nie czekać, tylko jechać do Wrocławia do kliniki na Weigla, albo na Borowską. Chyba to słowo "Borowska" tak na mnie motywująco zadziałało, bo nie chciałabym tam trafić. Wiem, że są tam różne oddziały, i że pewnie nie na każdym jest tak jak na laryngologii. Jednak ten szpital zawsze mi się będzie kojarzył jedynie z "Panią Profesor" od endoskopii...
Trzymajcie kciuki, żebym dochodziła do siebie. Chwilami czuję tak jakoś dziwnie, że nawet nie wiem jak to opisać. Może to przez dużą dawkę leków.

sobota, 15 listopada 2014

Źle.

Zawsze, gdy staram się wziąć w garść, myśleć pozytywnie, coś musi się wydarzyć.
Wczoraj obudziłam się z bólem zęba i lekkim opuchnięciem na twarzy. Oczywiście telefon w rękę i zaczynam obdzwanianie stomatologów. Pięciu z nich odmówiło mi pomocy, choć mówiłam, że jestem z bólem i opuchnięciem. W końcu jakiś się zlitował i kazał przyjechać. Nic nie zrobił, przepisał tylko antybiotyk Dalacin. Zanim wróciłam do domu opuchnięcie było dwa razy większe, wzięłam leki, przespałam się, ale nic nie idzie w stronę lepszego. Mama zadzwoniła do znalezionej w internecie przychodni, gdzie dentyści przyjmują do 19, wytłumaczyła co i jak. Pojechaliśmy. Nie wiadomo było od którego zęba tak się porobiło. Miałam zatrutą piątkę i szóstkę, czwórkę otworzoną. Dziś byłam leczyć ją kanałowo. Opuchlizna nie schodzi. Dostałam znów dwa silne antybiotyki, tabletki na obrzęk. Co będzie dalej nie wiadomo, scenariusze mogą być różne. Jak opuchlizna będzie się powiększać albo będzie działo się coś złego, mam jechać na kliniki do Wrocławia.
Oby to minęło, boję się.
Mam zwolnienie do szkoły na cały tydzień.
Wyglądam okropnie, prawe oko ledwo otwieram, bo opuchlizna aż tam podchodzi. Przypominam buldoga.
Jestem lekko otłumaniona, i mega zrezygnowana.