czwartek, 12 lutego 2026

Ciągle pod górkę...

 Nowy rok rozpoczął się niestety nerwowo. Trzeciego stycznia miałam rezonans, na którego wynik byłam o dziwo pozytywnie nastawiona i nie stresowałam się jak zazwyczaj. Antydepresanty chyba coś tam jednak działają. Niestety po dwóch tygodniach zadzwoniła do mnie Pani Doktor z DCO z informacją, że w żyle szyjnej po lewej stronie mam najprawdopodobniej skrzep i muszę przyjechać po skierowanie na oddział chirurgii naczyniowej. Szczerze? Po odebraniu telefonu i usłyszeniu, że to Pani Doktor, zakręciło mi się w głowie tak bardzo, że musiałam usiąść bo straciłam równowagę. Bardzo się wystraszyłam, myśląc o najgorszym. Na szczęście w nosogardle i migdałkach jest czysto. 

Jednak temat tego skrzepu jest też dość poważny. Jestem w trakcie diagnostyki "na własną rękę". Mimo wystawionego skierowania na CITO nie dostałam się na oddział żadnego z trzech szpitali, z którymi się kontaktowałam. W dwóch nie przyjmują na oddział na diagnostykę, tylko od razu na zabiegi, a w trzecim nie zajmują się zakrzepami. W następny piątek jadę jeszcze do kolejnego, tam trzeba być osobiście na wizycie u lekarza, który kwalifikuje do przyjęcia. Może się uda. 

W międzyczasie oczywiście zrobiłam USG Dopplerowskie i to dwa razy. Podczas pierwszego radiolog stwierdził, że w żyle przepływu są prawidłowe i nie wygląda to na skrzep, tylko zwłóknienie w żyle. 

Kolejne zrobił mi chirurg naczyniowy, u którego byłam na wizycie. Stwierdził to samo, co poprzedni lekarz - nie wygląda to na skrzep, ale warto było by zrobić tomograf. 

Ja zawsze wolę sprawdzić wszystko kilka razy i jutro idę na Angio - TK szyi. Zobaczymy co tam wyjdzie. 

Trzymajcie kciuki, żeby tomograf, tak jak USG pokazał, że to jednak tylko zwłóknienie...

sobota, 10 stycznia 2026

Hej 2026!

Czy tylko mi czas mija zdecydowanie za szybko? 

Nowy rok rozpoczęłam badaniami kontrolnymi. 3 stycznia miałam rezonans, aktualnie czekam na wyniki. Nie muszę chyba pisać jakie targają mną emocje?

Przed świętami byłam na wlewie żelaza, hemoglobina ładnie podskoczyła - 12,2. Poprzedni wlew wystarczył mi na 13 miesięcy, zobaczymy jak będzie teraz. 

Od połowy listopada biorę leki antydepresyjne. Czy mi z nimi lepiej? Sama nie wiem. Może jest lekka różnica, ale to zależy od dnia. Czasem jest fajnie, nie rozmyślam o tym jak wyglądam, nie czuje smutku patrząc w lustro, nie zaglądam sobie ciągle w gardło i nie panikuję gdy tylko coś mnie lekko zaboli. Niestety są też i gorsze dni, kiedy jestem tak przybita, że nie mam ochoty na nic. Ciężko mi się zebrać do czegokolwiek. Zobaczymy jak będzie dalej. Jeżdżę też do pani psycholog z DCO. Pomagają mi te rozmowy, wyrzucam z siebie to, o czym nie rozmawiam z nikim innym. Daje to ulgę. 

W grudniu byłam na spotkaniu pacjentów wyleczonych, które organizuje fundacja działająca w Przylądku. Spotkałam szpitalnych kolegów i koleżanki oraz kilku lekarzy, którzy o dziwo pamiętają mnie po 16 latach! Cieszę się, że wielu osobom się udało, że dobrze im się wiedzie i mimo wszystko pokonują wszelkie przeciwności. Zawsze na tych spotkaniach czuję wzruszenie i zdarza się uronić łezkę. Są to silne emocje. Z jednej strony szczęście, że jesteśmy, że się widzimy, możemy porozmawiać, powspominać. A z drugiej żal i smutek, bo tych osób powinno być więcej...budzi się tęsknota za tymi, którzy odeszli. Choć to byli tak naprawdę obcy ludzie, których znało się kilka/kilkanaście miesięcy, to stali się tak bliscy. 


Trzymajcie kciuki, żeby rezonans wyszedł dobrze! 

Życzę Wam wszystkim dobrego roku! 🤍